![]() |
| źródło: imdb. com |
Kto?
Giorgos Lanthimos, reżyser bardzo dobrze - i słusznie! - przyjętego kilka lat temu "Kła". Dał się wówczas poznać jako twórca tak zwany "zaangażowany społecznie", ale swoje zaangażowanie ujawniający przy pomocy niezbyt popularnych środków. "Kieł" był przesycony surrealizmem, przerysowywał i wykpiwał totalitarne zapędy, poruszając się jednocześnie po problematyce relacji rodzinnych. W tamtym momencie było to spojrzenie nie tylko świeże, ale i bardzo dla widza strawne. Mówiąc krótko: było zupełnym przeciwieństwem "Alp".
Gdzie jest prawda?
Tym razem Lanthimos zmienił środki wyrazu, stawiając na grę z widzem i operowanie wyłącznie sztucznością. Aktorzy odgrywają swoje role z zaangażowaniem lektorki nagrywającej właśnie komunikaty infolinii, nawet nie próbują stworzyć między swoimi postaciami chemii, estetyka zmierza tu wyraźnie w stronę widzianej z dystansu antyutopii. Wszystko to oczywiście zabiegi celowe, mające wywołać u widza dysonans poznawczy, sprawić, by do końca (i jeszcze długo po seansie) nie mógł się zorientować, kto jest kim w tej rozgrywanej na kilku poziomach inscenizacji (dlatego nie warto specjalnie się przed seansem o ten film dowiadywać - większość opisów czy recenzji zdradza kluczowy zamysł fabularny). Problem w tym, że taka zabawa z odbiorcą, mimo że spełnia swoje założenie, czyli rzeczywiście wprowadza zamęt i niepewność co do statusu postaci, przy okazji eliminuje z relacji widz-obraz emocje. Jeśli jesteśmy świadomi wyłażących nieustannie szwów, nie zaangażujemy się w historię, a podejrzewam, że niektórzy będą mieli też problem z zawieszeniem niewiary. Posługiwanie się wyłącznie sztucznością na dłuższą metę nuży, maski opadają najwyżej na mrugnięcie oka, przez tak krótką chwilę nie zdążymy zobaczyć niczego.
![]() |
| Zdzisław uwierzył, że nawet po czterdziestce można rozpocząć nowe życie. źródło: imdb.com |
Wydaje mi się, że jeszcze daleko przed nim. Lanthimos niewątpliwie szuka własnego języka, co z jednej strony skutkuje dla widza takimi problemami, jak w "Alpach", z drugiej pozwala zdecydowanie lżejszą ręką udzielić reżyserowi kredytu zaufania. Bo i nie mamy tu też do czynienia z filmem złym - na poziomie konstrukcji jest to obraz udany, choć chciałoby się, żeby trudny w odbiorze był raczej ze względu na temat niż na zachowanie aktorów. Grek jednak nie spada z
5/10


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz